Uwielbiam konferencje branżowe. Uwielbiam wszelkie szkolenia i spotkania rozwojowe, podczas których można porozmawiać z żywym człowiekiem, wymienić doświadczenia, posłuchać, co inni mają do powiedzenia, podyskutować. Pracuję w takim zawodzie, który zapewnia mi codzienną naukę, nie zawsze jednak takich rzeczy, na które w tej chwili akurat mam ochotę, dlatego konferencje i szkolenia branżowe są dla mnie jak powiew świeżości. Są tą przestrzenią, którą wybieram sama po to, aby realizować najlepszą dla mnie drogę stałego i nieprzerwanego rozwoju zawodowego i osobistego.

BP Translation Conference to wydarzenie, które ma w branży opinię nieporównywalnego z żadnym innym. Konferencję organizuje jeden człowiek, za którym nie stoi sztab pomocników i współpracowników, ale kilka osób z najbliższej rodziny. Samo wydarzenie wspierają też swoją obecnością wolontariusze, młodzi tłumacze in spe lub po prostu koledzy i koleżanki dzieci organizatora. Każda konferencja odbywa się w innym mieście europejskim. W tym roku najlepszą część społeczeństwa 😉 gościł Wiedeń.

Jak to wglądało? Trochę statystyki: 2 dni szkoleniowe, ponad 280 osób z 43 państw z całego świata, 28 mówców i 30 sesji wykładowych, 3 kolacje networkingowe, 2 próby wykonania wspólnego zdjęcia wszystkich uczestników (nieudane – jakieś 20 osób zawsze było poza kadrem J ), niezliczone rozmowy podczas przerw kawowych i obiadowych, miłe spotkania z przyjaciółmi z branży z całego świata, kilkadziesiąt nowych znajomości, 0 własnych wizytówek przywiezionych do domu. Ogromne przedsięwzięcie, które z punktu widzenia uczestnika było zorganizowane po prostu bez zarzutu.

Pierwszego dnia konferencji uczestniczyliśmy w krótkich wystąpieniach typu TEDx Talks, prezentowanych przez kolegów z branży, a gościliśmy w magicznym miejscu: w kinie Gartenbaukino. Maleńki, stylowy obiekt, ze staroświeckim banerem informującym o aktualnym repertuarze (tego dnia wyświetlali BP Translation Conference J) i nowoczesną salą kinowo – teatralną. Trwające 20 minut wystąpienia moderował rewelacyjny Konstantin Kisin, rosyjsko – angielski tłumacz, prezenter i komik, którego żarty spowodowały ból mięśni brzucha nawet u licznie zgromadzonych na sali Rosjan J

Największe wrażenie zrobiła na mnie niesamowita Jo Rourke, która wygłosiła rewelacyjną mowę o wartościach, nie korzystając przy tym z ani jednej notatki i ani jednego slajdu! Dziewczyna miała w głowie wszystko to, co chciała nam przekazać i mówiła o tym tak płynnie i tak przekonująco, że nie można było oderwać oczu i uszu. Najmocniejszy przekaz?: „Value yourself before you offer a value to the client.”

Najważniejsze myśli, które zapisałam sobie z różnych prezentacji i które dały mi najwięcej do myślenia:

  • Europa jest największym na świecie rynkiem tłumaczeń
  • Branża tłumaczeniowa to plansza, na której codziennie rozgrywa się gra między różnymi pionkami i to ode mnie zależy, w jaki sposób mój pionek będzie się po tej planszy poruszał
  • Bądź odpowiedzialna za przekaz, jaki kreujesz na temat siebie, swojego zawodu, swojej pracy
  • Ucz się! Przez cały czas, dużo i nieustannie. Myśl o tym, jaką wiedzę i jakie umiejętności chciałby widzieć w tobie twój klient
  • Interesuj się branżą, w której działasz, tym, czym interesuje się twój klient

Drugiego dnia spotkaliśmy się w eleganckich salach konferencyjnych wiedeńskiego hotelu Marriott. Tym razem prezentacje miały charakter dłuższych wykładów. Słuchaliśmy i rozmawialiśmy na temat, między innymi, profesjonalnego podejścia do korekty tłumaczonych tekstów, osobowości marki i wartościach, na których ją budujemy, sposobów zdobywania nowych klientów w zależności od tego, jaki mamy charakter i jakie są nasze mocne strony w komunikacji, a także na temat sposobów mierzenia poziomu zadowolenia klientów z naszych usług. Tematów było oczywiście więcej, np. o narzędziach pracy opowiadał niezawodny Marek Pawelec, a o tym, jak napisać skuteczną stronę „O mnie”, fenomenalna Jo Rourke. Niestety, nie dało się być w kilku miejscach jednocześnie – wciąż czekam na kogoś, kto znajdzie skuteczny patent na bi-, a może nawet na trilokację 😉

To był fantastyczny czas, wypełniony interesującymi wystąpieniami, rozmowami z osobami, które już znałam i z tymi, które pierwszy raz zobaczyłam tam na żywo. Wielu z nas już się wcześniej poznało „wirtualnie”, wiele osób obserwowałam, z wieloma wymieniałam się pracą i uwagami. Będąc jeszcze w pociągu do Wiednia zawarłam fejsbukową znajomość z trzema dziewczynami, które w tym samym czasie podróżowały na konferencję z Niemiec, Włoch i Czech! Networking przed konferencyjny zadziałał 😉

Były nas setki, prawie trzy, z najróżniejszych zakątków świata. W przerwach między wystąpieniami, na korytarzach i przy stolikach słychać było zadziwiającą mieszankę języków i akcentów. Prawdziwa wieża Babel, z tą różnicą, że my potrafiliśmy się dogadać. Wystarczył uśmiech. Dosłownie. Nie zliczę, ile znajomości zawarłam w ten sposób, że albo ja się do kogoś uśmiechnęłam, albo mnie ktoś tak zaczepił. Jeden uśmiech, a potem już z górki. Takie banalne. Prawdziwy i szczery duch sympatii, otwartości, wyrozumiałości i zrozumienia, przekonanie o tym, że każdy z nas jest inny, choć wykonuje ten sam lub podobny zawód. Razem stworzyliśmy niesamowitą społeczność mądrych, świadomych profesjonalistów przekonanych o tym, że skoro wybraliśmy właśnie tę konferencję, to znak, że doszliśmy do pewnego etapu w rozwoju zawodowym, na którym oczekujemy wysokiej jakości nie tylko od organizatorów takich wydarzeń, ale przede wszystkim od siebie. Takiej jakości, która daje nam swobodę w poruszaniu się w branży, umiejętność dokonywania świadomych wyborów w trosce o rozwój swoich umiejętności i swojego biznesu.

BP Translation Conference to wydarzenie merytorycznie bez zarzutu, perfekcyjnie zorganizowane, profesjonalne i takie po ludzku ciepłe. Podczas tej konferencji tłumacz ma poczucie tego, że należy do wspólnoty osób myślących podobnie, które nie oceniają, nie przywiązują uwagi do nieistotnych szczegółów, ale skupiają się na tym, aby cię poznać, pogadać, pośmiać się i pożartować, a nawet porozmawiać o ważnych sprawach politycznych i społecznych przy pysznym jedzeniu i wybornym winie. O nawiązaniu poważnych relacji biznesowych nie zapominając. Jeden z mówców (chyba) podsumował to wydarzenie tak: „Feels like a school trip without bullies”. Nic dodać, nic ująć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s